Życie toczy się teraz niezwykle leniwie. Na dłuższą metę nie umiem funkcjonować w takim spowolnieniu, pora więc wziąć się za siebie. Jedyne tempo jakie utrzymuję w normie to to czytelnicze. Świetnie nadrobić wreszcie książki, które czekały na półce od miesięcy. We wtorek wyniki matur i do tej pory nie wiem, czy powinnam się śmiać, czy płakać. W każdym razie nie mam już na nic wpływu, także stoicyzm. Przyszłość będzie fajna! Tymczasem zrobiłam porządki dookoła siebie i staram się dobrze wykorzystywać ten ogrom czasu. Doba wciąż trwa tyle samo co w kwietniu?
Ja żyję, aparat nie, weny nie ma, w dodatku nie umiem dobrze zagospodarować przyznanego mi limitu 24 godzin dziennie. Postanowiłam jednak wkleić tu kilka zdjęć z telefonu, coby blog żył sobie chociaż minimalnie. Ostatnie miesiące upłynęły mi pod znakiem kawiarni o poranku, kupowania gazet i książek, z których czytaniem nie nadążam, pysznego jedzenia, nauki, jęczenia, narzekania, ciągłego "niechcemisiętoniemasensu". Czyli wszystko w normie.
Odpoczywajcie i najedzcie się porządnie, bo to przynosi dużo radości. I pamiętajcie, żeby spędzić trochę czasu z bliskimi, bo jakkolwiek by nas czasem nie irytowali, to jesteśmy sobie nawzajem potrzebni.
Bistro Ostro
Centrum Kultury Lublin / ja
zakupki - kurczaczkowy sweterek / pseudowiosna
Kawka o poranku / K MAG
WO Extra i szamka / ciepły (!) dzień, piękny zachód
Dziś przychodzę do Was (jeju, jak to brzmi, jak pełnoetatowa vlogerka) z muzyką. Tworzoną w Polsce, przez Polaków, choć niekoniecznie w naszym języku. Ostatnio często natykam się na wpadające w ucho dźwięki, często dlatego, że mam dziwną skłonność klikać we wszystko co jest estetyczne i ładne graficznie, haha. Jeśli chodzi o muzykę, często za stroną wizualną idzie też dźwiękowa. Youtube i Spotify moimi przyjaciółmi. No i radio oczywiście. W każdym razie nie o tym miałam. Do rzeczy:
1.Patrick the Pan
Na pierwszy ogień idzie ten krakowski twórca. Na imię ma Piotrek, a płytę nagrał we własnym pokoju. Jego muzyka jest, hmmm, jakby to określić, bardzo delikatna, magiczna, uspokajająca i wyciszająca. Tak, właśnie taka. Zresztą, sami posłuchajcie.
2.Fismoll
Chłopak starszy ode mnie tylko o dwa lata. Klimaty podobne trochę do Patrick the Pan Tworzy muzykę liryczną, wręcz baśniową. To pogranicze indie, muzyki alternatywnej i akustycznej. Dzisiaj określa się taką twórczość najczęściej jednym krótkim przymiotnikiem "hipsterska", pod który podciągana jest znaczna część tego, co chociaż trochę odbiega od komercji.
Warto obejrzeć teledyski Fismolla, są wisienką na torcie, bardzo klimatyczne i dopasowane do całości wizerunku artysty, piękne.
Sam wyreżyserował ten teledysk.
3.Kari Amirian
To teraz dla odmiany pani. Kari Amirian. Co prawda zamieszkała na stałe w Wielkiej Brytanii, ale jest Polką, w Polsce się urodziła, a w 2012 roku wzięła nawet udział w Męskim Graniu. Jej debiutancka płyta Daddy Says I'm Special ukazała się w 2011 roku. Kari podobnie jak jej poprzednicy nie ulega schematom, eksperymentuje, łączy brzmienia (łączy klimat słowiański ze skandynawskim).
My favourite song.
4.Natalia Przybysz
Do niedawna kojarzyłam ją tylko z zespołu Sistars, który niegdyś tworzyła ze swoją siostrą Pauliną. Jej najnowszy album ukazał się w 2014 roku i zachwycił mnie piosenką Nazywam się niebo, którą męczyłam przez kolejnych kilka tygodni. Co tu dużo pisać, jest świeżo, oryginalnie i uroczo.
Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim przytoczone tutaj piosenki nie wszystkim przypadną do gustu, ale według mnie są niesztampowe, wnoszące coś nowego. Mogłabym tych artystów tak wymieniać i wymieniać. Dla zainteresowanych mogę polecić jeszcze Pustki, Mikromusic, The Dumplings, BOKKA, Domowe melodie (niedawno wydali nową płytę, a stara jest doskonała do poduszki), Gabę Kulkę, no oczywiście Brodkę, Melę Koteluk, Lilly Hates Roses. I pomyśleć, że to wszystko polskie. Uważam, że naprawdę nie mamy co narzekać. Chociaż smutne jest, że promuje się celebrytów, a nie po prostu utalentowanych ludzi tworzących COŚ, a nie pozujących na ściance przy każdej możliwej okazji. Wierzę, że przy odrobinie dobrej woli łatwo tych mniej znanych twórców w wielkiej sieci, zwanej internetem, odnaleźć.
Życzę miłych doznań słuchowych!
Witajcie w Nowym Roku! 29 dni temu skończyłam 19 lat. Wystarczy ukryć datę na facebooku i już wiesz, kto o tobie pamięta.
Matura zbliża się wielkimi krokami, nikt nie zaniedbuje sposobności przypominania o tym na każdym kroku. Coraz mniej widać sens chodzenia do szkoły, coraz bardziej czuć potrzebę siedzenia w domu i powtarzania materiału. I wciąż nie wiem co dalej.
Tak poza tym wszystko u mnie bez zmian, gdyby ktoś pytał, monotonnie można by rzec, bez fajerwerków. Ludzie nie mają dla siebie czasu. Tęsknię za ciepłem, łażeniem bez celu po mieście i jazdą na rowerze. I za długimi rozmowami, toczonymi bez pośpiechu. Jedną książkę czytam miesiąc, za to wypożyczam co najmniej pięć i kupuję kolejne cztery. Jak żyć? Znacie to uczucie, gdy patrzycie dłużej w jeden punkt i wzrok zawiesza się na jednym obiekcie? Właśnie tak się czuję, taka zawieszona, w oczekiwaniu niewiadomo na co.
Idę się pocieszyć jedzeniem i gorącą kąpielą, ciao!
Kilka razy w życiu miałem przebłyski jasności. Gdy na kilka sekund cisza tłumi wszelki hałas,i bardziej czuję, niż wiem. Wszystko jest takie wyraziste. Świat jest świeży. Jakby dopiero co powstał. Te chwile nigdy nie trwają długo.Trzymam się ich kurczowo, ale i tak przemijają. Żyję tymi chwilami. Wciągają mnie z powrotem w teraźniejszość. I uświadamiam sobie, że wszystko jest tak jak powinno.
Eunoia znaczy tyle, co piękne myślenie. Ładne słowo. Jak zwykle nie miałam pomysłu na tytuł, więc go użyłam.
Zostały dwa dni żeby obiecać sobie, że 2015 będzie lepszy. Pewne jest, że nadchodzący rok wniesie dużo zmian - koniec szkoły, matura, studia (mam nadzieję!). Wierzę, że wszystko uda mi się zrealizować na satysfakcjonującym (przede wszystkim) mnie poziomie. Wszystkie zmiany zaczynają się w naszych głowach. Pora więc zrobić dla nich miejsce, oczyścić umysł z negatywnych myśli i zacząć wszystko od tego symbolicznego, oklepanego "początku".
Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale często lubię zaczynać od nowa. Nawet jeśli jest to tylko nowy notes, pamiętnik. Kiedyś miałam tak nawet z blogiem, zaczynałam z pięć razy. Zawsze była ta sama ekscytacja. Początki są nam potrzebne, bo naciskają w głowie jakiś guziczek, który włącza motywację. Początki działają odświeżająco i pozwalają spojrzeć z innej perspektywy. Pozwalają wierzyć, że nie wszystko stracone. No i dzięki nim możemy uczyć się na błędach, nie popełniać ich po raz kolejny. Ważne jest też jednak, żeby niczego nie żałować. Czytałam gdzieś ostatnio, że perfekcjoniści rzadko osiągają w pełni założone sobie cele, ociągają się, bo chcą, aby wszystko było idealnie. Ale życie nie jest idealne i trzeba to zaakceptować.
A to już jakiś początek.
Ps. Życzę Wam dobrego początku i życia w zgodzie z samym sobą. Najlepiej niech każdy dzień będzie dla Was nowym początkiem.
Ps.2 Jak tak czytam to, co napisałam, to stwierdzam, że ten post powinien się nazywać początek albo najlepiej światowo beginnig!
opaska zrobiona przez mamę, futro i szalik sh, spodnie hm, skarpetki calzedonia, buty decathlon