11 lutego, 2016

11 lutego 2016, analog

Nie robiłam w tym roku żadnych noworocznych postanowień. Wszyscy wiemy jak to wychodzi. Zrobiłam za to, i sukcesywnie nadal robię, tak zwaną 'bucket list' na 2016 rok. Jedną z pozycji było odkurzenia analoga. Dziwny aparacik, o którym nawet wujek google wie niewiele, a który kupiłam w ciucholandzie parę lat temu, o dziwo zadziałał. Voila!
Wiem, że nie są idealne, źle wykadrowane i w ogóle, ale muszę Wam powiedzieć, że to mega frajda.

09 lutego, 2016

9 lutego 2016, ciało + wdzięczność

Żyjesz w pułapce swojego ciała. Dopóki jesteś młody, rzadko myślisz, jak kruche to ciało jest. Jak niewiele od Ciebie zależy. Jak własne nogi mogą pewnego dnia odmówić posłuszeństwa. Jak własne komórki i własne tkanki mogą przestać prawidłowo pracować.
Przy dobrych wiatrach masz dwie nogi, dwie ręce, widzisz, słyszysz, mówisz, czujesz dotyk. Ale to wszystko jest bardzo nietrwałe. W każdej chwili możesz stracić którykolwiek z tych zmysłów. I możesz czuć pretensje i żal, ale nie Ty jeden to czujesz.
Jesteś wielkim szczęściarzem, jeśli masz te dwie nogi, dwie ręce i sprawne zmysły. Ale to nie zależy od Ciebie. Nie ma się czym szczycić. Dlatego postaraj się, żeby to, na co masz wpływ, dawało Ci powód do dumy i satysfakcję. I korzystaj z tego wachlarza kończyn, spotów i komórek , jakimi możesz poznawać świat. Nie wszyscy mają tę możliwość.
To chyba po części list do samej siebie. I do każdego, kto potrzebuje sobie przypomnieć, że wdzięczność to jedna z piękniejszych emocji. A kruchość wpisana jest w każde istnienie.
Gdzieś ostatnio przeczytałam, że wszyscy rodzimy się w ten sam sposób, a umieramy na tyle różnych. To nie miały być przygnębiające przemyślenia. Jednak każdego dnia spotykam tylu starych, schorowanych, smutnych ludzi.

"Bardzo zależy mi na pełnej obecności w życiu - by być naprawdę tam, gdzie jestem, żyć w chwili, w której faktycznie żyję, i kierować całą swoją uwagę na świat, którego jestem częścią. (..)"
(Susan Sontag, Myśl to forma odczuwania)

19 stycznia, 2016

19 stycznia 2016, wtorek

15:15. Ktoś o tobie myśli. Najprawdopodobniej tylko Ty sama.
Siedzę sobie właśnie w kawiarni, stężenie słodyczy w organizmie zaspokoiło ciastko z kremem czekoladowym. Dwie godziny okienka to doskonała okazja, żeby się zatrzymać. Moment doniosły jak na filmie. Muzyka poważna w tle, a na blacie imitującym marmur, kawa. Trzecia dzisiaj. O nie, Sylwia, tyle kofeiny?!
Przede mną wielkie okno, za mną nużące przedpołudnie. Za oknem zaś wirujace płatki śniegu. Muzyka osiąga właśnie kulminacyjny moment. I ma człowiek takie "przebłyski jasności". Dostojeństwo tej chwili psuje tylko szyld po drugiej stronie ulicy - "Bank Zachodni WBK". Wracam na ziemię, notatki czekają.
Czasem życie wygląda jak teledysk. I nieważne, czy to Sonata Księżycowa, czy Girls Just Want To Have Fun. Wystarczy muzyka i światło. Liczy się moment.
Warto czasem w środku zapędzonego dnia tak po prostu, na chwilę, zatrzymać się.

16 stycznia, 2016

16 stycznia 2016, sobota

Szesnaście dni temu rozpoczął się 2016 rok. Dwie szesnastki mi się pokryły, jak ładnie. Będzie to prawdopodobnie pierwszy post pozbawiony zdjęć. Chciałabym, żeby najważniejsza stała się treść. Jest środek nocy, siedzę skulona na twardym krześle, stół rozświetla spokojny płomień świecy, słoik robi za lampion. Już prawie miesiąc po świętach, ale lampki choinkowe wciąż wiszą nad łóżkiem. Ten rodzaj światła robi klimat o każdej porze. Dzisiaj, a właściwie już wczoraj wieczorem, pierwszy raz dłużej padał śnieg. Widok na pustą, ośnieżoną ulicę jest zdecydowanie lepszy od widoku na ulicę pełną chlapy i smutnych ludzi.
Nie umiem pisać o poważnych rzeczach. To nie ten rodzaj ekshibicjonizmu mnie tu trzyma. Po prostu mam czasem silną potrzebę coś ładnie ubrać w słowa. Chociaż to może wydawać się nieistotne. Pewnie łączy się trochę z moją wewnętrzną potrzebą estetyzowania rzeczywistości.
Rok zaczął się całkiem miło. Miły starszy pan przepuścił mnie w kolejce do kasy, bo miałam niewiele rzeczy. Całe dwie. Zaliczyłam egzamin. Łapałam spojrzenia i uśmiechy ludzi na ulicy. Zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby porozmawiać, chociaż zazwyczaj tego nie robię (Znacie tę niechęć do rozmawiania przez telefon? Gdy byłam mała i dzwonił do mnie dziadzio odpowiadałam, że "nie ma nikogo w domu" - zostało mi to do dziś.). Mam przeczucie, że to może być dobry rok.
2016, nie zawiedź.

27 grudnia, 2015

Bitter sweet symphony

Nie było mnie tu kawał czasu, ale nie będę za to przepraszać, bo jak już wspomniałam na początku mojej blogowej przygody, nie zawsze u mnie dobrze z systematycznością. A nie chciałabym nic tu sobie narzucać. Nie wiem, czy w ogóle chciałabym dalej prowadzić tego bloga, ale jeśli tak, to w nieco zmienionej formule. Gdy parę miesięcy temu wyprowadziłam się z domu, to wszystko czym do tej pory żyłam nagle stało się jakieś mało ważne. Nawet ubrania przestałam kupować, jakkolwiek głupio to brzmi.
Skupiłam się za to na tym jak jest mi źle. Tak właśnie. Nikt nie uprzedzał, że dorastanie jest aż tak dziwne, a może tylko mi sprawiło to tyle problemu. Dla jednych przeprowadzka na drugi koniec ulicy znaczy tyle, co dla drugich wyprawa na inny kontynent. Słabość nie jest czymś, o czym się dzisiaj często mówi. Bo nie wypada jej okazywać. Trzeba być silnym zawsze i wszędzie. Bo tak chce świat.
Koniec końców, po tym kuble zimnej wody wylanym na samą siebie, mówię Wam, że zmiany są dobre. Im na początku jest gorzej, tym prawdopodbnie później będzie super. Słabe to pocieszenie, ale cóż, nie jestem dobrym pocieszycielem.
Chciałam tylko dać znak życia, zaskakujące, że ktoś tu w ogóle wpada, dzięki!
Za kilka dni koniec roku, niewiarygodne jak ten czas mknie. Życzę Wam radości z małych i dużych rzeczy, jakkolwiek źle by nie było. Kochajcie się i dbajcie o bliskich, teraz zaczęłam bardziej dostrzegać, jak ważne jest okazywanie ludziom tego, co nam samym wydaje się oczywiste. Mam nadzieję, że do napisania!

29 września, 2015

Pocztówka z Krakowa

Witam w tym pięknym miesiącu wrześniu. Za kilka dni kończą się wakacje, więc przywołuję tu ich skrawki, momenty zamknięte w zdjęciach. Kraków jak zwykle w świetnej formie. Za to ja nie. Zakładka z tym postem jest otwarta na pasku przeglądarki już od grubo ponad tygodnia. Piszę po jednym zdaniu. Po parę słów. Jak tak dalej pójdzie będę musiała skreślić słowo wrzesień z pierwszego zdania. No właśnie, już jesień. Druga zaraz po wiośnie moja ulubiona pora roku. Wpasowuję się w jej melancholijny klimat.

Mam w głowie mnóstwo myśli, ale jak przychodzi do spisania ich, system zawiesza się.

PS. Był nawet Jack Nicholson!