12 lutego, 2015

Dobre (i polskie)

Dziś przychodzę do Was (jeju, jak to brzmi, jak pełnoetatowa vlogerka) z muzyką. Tworzoną w Polsce, przez Polaków, choć niekoniecznie w naszym języku. Ostatnio często natykam się na wpadające w ucho dźwięki, często dlatego, że mam dziwną skłonność klikać we wszystko co jest estetyczne i ładne graficznie, haha. Jeśli chodzi o muzykę, często za stroną wizualną idzie też dźwiękowa. Youtube i Spotify moimi przyjaciółmi. No i radio oczywiście. W każdym razie nie o tym miałam. Do rzeczy:

1.Patrick the Pan
Na pierwszy ogień idzie ten krakowski twórca. Na imię ma Piotrek, a płytę nagrał we własnym pokoju. Jego muzyka jest, hmmm, jakby to określić, bardzo delikatna, magiczna, uspokajająca i wyciszająca. Tak, właśnie taka. Zresztą, sami posłuchajcie.




2.Fismoll
Chłopak starszy ode mnie tylko o dwa lata. Klimaty podobne trochę do Patrick the Pan Tworzy muzykę liryczną, wręcz baśniową. To pogranicze indie, muzyki alternatywnej i akustycznej. Dzisiaj określa się taką twórczość najczęściej jednym krótkim przymiotnikiem "hipsterska", pod który podciągana jest znaczna część tego, co chociaż trochę odbiega od komercji.
Warto obejrzeć teledyski Fismolla, są wisienką na torcie, bardzo klimatyczne i dopasowane do całości wizerunku artysty, piękne.


Sam wyreżyserował ten teledysk.

3.Kari Amirian
To teraz dla odmiany pani. Kari Amirian. Co prawda zamieszkała na stałe w Wielkiej Brytanii, ale jest Polką, w Polsce się urodziła, a w 2012 roku wzięła nawet udział w Męskim Graniu. Jej debiutancka płyta Daddy Says I'm Special ukazała się w 2011 roku. Kari podobnie jak jej poprzednicy nie ulega schematom, eksperymentuje, łączy brzmienia (łączy klimat słowiański ze skandynawskim).
My favourite song.



4.Natalia Przybysz
Do niedawna kojarzyłam ją tylko z zespołu Sistars, który niegdyś tworzyła ze swoją siostrą Pauliną. Jej najnowszy album ukazał się w 2014 roku i zachwycił mnie piosenką Nazywam się niebo, którą męczyłam przez kolejnych kilka tygodni. Co tu dużo pisać, jest świeżo, oryginalnie i uroczo.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim przytoczone tutaj piosenki nie wszystkim przypadną do gustu, ale według mnie są niesztampowe, wnoszące coś nowego. Mogłabym tych artystów tak wymieniać i wymieniać. Dla zainteresowanych mogę polecić jeszcze Pustki, Mikromusic, The Dumplings, BOKKA, Domowe melodie (niedawno wydali nową płytę, a stara jest doskonała do poduszki), Gabę Kulkę, no oczywiście Brodkę, Melę Koteluk, Lilly Hates Roses. I pomyśleć, że to wszystko polskie. Uważam, że naprawdę nie mamy co narzekać. Chociaż smutne jest, że promuje się celebrytów, a nie po prostu utalentowanych ludzi tworzących COŚ, a nie pozujących na ściance przy każdej możliwej okazji. Wierzę, że przy odrobinie dobrej woli łatwo tych mniej znanych twórców w wielkiej sieci, zwanej internetem, odnaleźć.
Życzę miłych doznań słuchowych!

Sylwia

29 stycznia, 2015

Are u alive or just existing?



Witajcie w Nowym Roku! 29 dni temu skończyłam 19 lat. Wystarczy ukryć datę na facebooku i już wiesz, kto o tobie pamięta.

Matura zbliża się wielkimi krokami, nikt nie zaniedbuje sposobności przypominania o tym na każdym kroku. Coraz mniej widać sens chodzenia do szkoły, coraz bardziej czuć potrzebę siedzenia w domu i powtarzania materiału. I wciąż nie wiem co dalej.

Tak poza tym wszystko u mnie bez zmian, gdyby ktoś pytał, monotonnie można by rzec, bez fajerwerków. Ludzie nie mają dla siebie czasu. Tęsknię za ciepłem, łażeniem bez celu po mieście i jazdą na rowerze. I za długimi rozmowami, toczonymi bez pośpiechu. Jedną książkę czytam miesiąc, za to wypożyczam co najmniej pięć i kupuję kolejne cztery. Jak żyć? Znacie to uczucie, gdy patrzycie dłużej w jeden punkt i wzrok zawiesza się na jednym obiekcie? Właśnie tak się czuję, taka zawieszona, w oczekiwaniu niewiadomo na co.

Idę się pocieszyć jedzeniem i gorącą kąpielą, ciao!

Kilka razy w życiu miałem przebłyski jasności. Gdy na kilka sekund cisza tłumi wszelki hałas,i bardziej czuję, niż wiem. Wszystko jest takie wyraziste. Świat jest świeży. Jakby dopiero co powstał. Te chwile nigdy nie trwają długo.Trzymam się ich kurczowo, ale i tak przemijają. Żyję tymi chwilami. Wciągają mnie z powrotem w teraźniejszość. I uświadamiam sobie, że wszystko jest tak jak powinno.
("Samotny mężczyzna")

29 grudnia, 2014

(n.) eunoia

Eunoia znaczy tyle, co piękne myślenie. Ładne słowo. Jak zwykle nie miałam pomysłu na tytuł, więc go użyłam.

Zostały dwa dni żeby obiecać sobie, że 2015 będzie lepszy. Pewne jest, że nadchodzący rok wniesie dużo zmian - koniec szkoły, matura, studia (mam nadzieję!). Wierzę, że wszystko uda mi się zrealizować na satysfakcjonującym (przede wszystkim) mnie poziomie. Wszystkie zmiany zaczynają się w naszych głowach. Pora więc zrobić dla nich miejsce, oczyścić umysł z negatywnych myśli i zacząć wszystko od tego symbolicznego, oklepanego "początku".

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale często lubię zaczynać od nowa. Nawet jeśli jest to tylko nowy notes, pamiętnik. Kiedyś miałam tak nawet z blogiem, zaczynałam z pięć razy. Zawsze była ta sama ekscytacja. Początki są nam potrzebne, bo naciskają w głowie jakiś guziczek, który włącza motywację. Początki działają odświeżająco i pozwalają spojrzeć z innej perspektywy. Pozwalają wierzyć, że nie wszystko stracone. No i dzięki nim możemy uczyć się na błędach, nie popełniać ich po raz kolejny. Ważne jest też jednak, żeby niczego nie żałować. Czytałam gdzieś ostatnio, że perfekcjoniści rzadko osiągają w pełni założone sobie cele, ociągają się, bo chcą, aby wszystko było idealnie. Ale życie nie jest idealne i  trzeba to zaakceptować.

A to już jakiś początek.

Ps. Życzę Wam dobrego początku i życia w zgodzie z samym sobą. Najlepiej niech każdy dzień będzie dla Was nowym początkiem.

Ps.2 Jak tak czytam to, co napisałam, to stwierdzam, że ten post powinien się nazywać początek albo najlepiej światowo beginnig!
opaska zrobiona przez mamę, futro i szalik sh, spodnie hm, skarpetki calzedonia, buty decathlon

22 grudnia, 2014

Obłokobujanie

Gdy zaczynam pisać tego posta mija dokładnie miesiąc od opublikowania ostatniego. Sama nie wiem co przez ten miesiąc robiłam. Wiem za to czego nie robiłam lub robiłam niedostatecznie. O tym człowiek zawsze wie wystarczająco i może to nawet dobrze, bo wtedy łatwiej się zabrać za naprawianie. Za kilka dni rozpocznie się ostatni rok, w którym będę mogła powiedzieć, że mam naście lat, to trochę przerażające. Te 12 miesięcy minęło niewiadomo kiedy, i gdyby nie foldery ze zdjęciami (pogrupowane miesiącami oczywiście!), to pewnie o części wydarzeń bym zapomniała. A fajnie jest pamiętać o codzienności.
Cieszę się przeogromnie, bo wreszcie mam czas na czytanie. Może w najbliższych dniach uda mi się w końcu obejrzeć jakiś film i posprzątać w pokoju. Mogę usiąść, porozmawiać z bliskimi przy kubku herbaty i nigdzie się nie spieszyć. Fajnie jest się nie spieszyć.
W 2015 rok zamierzam wejść bez zbędnego ciśnienia, może jeszcze uda mi się tu przed jego rozpoczęciem napisać. Nie ma co postanawiać, bo i tak cholera bierze te wszystkie plany. Trzeba krok po kroku, coś robić. Nie stać w miejscu. Próbować. Odkrywać. Uczyć się każdego dnia czegoś nowego. Jakoś iść przez to życie, żeby później móc powiedzieć - było dobrze. Bo fajnie jest mieć satysfakcję. I egoistycznie być z siebie dumnym.

Tak jak 90% społeczeństwa, ubolewam nad faktem, że nie ma śniegu, a gdy już jest, też ubolewam (ale dopiero po wstępnej euforii). Jakiś dziwny ten grudzień, taki niegrudniowy. Mam nadzieję, że chociaż bez białego puchu, udało mi się zachować zimowy klimat zdjęć.

Jest 00:13, Moi Mili Państwo, właśnie powitaliśmy kolejny dzień naszego życia, jest dobrze


21 listopada, 2014

2 a.m. thoughts

(ph. me)
Nie wiedziałam, czy zamieszczać tu te słowa. Napisałam je o drugiej w nocy pod wpływem impulsu, byłam w trochę podłym nastroju, kiedy człowiek nadmiernie filozofuje. Ale przecież w końcu to mój blog, więc tak, niech sobie będzie. 
Tak dużo możesz, a tak bardzo w to nie wierzysz. Nie zdajesz sobie z tego sprawy. Głupio pisać o własnych słabościach, ale nie ma sensu ukrywać, że one są. Przecież każdy jakieś ma, mniejsze lub większe. To ten okres w życiu kiedy musisz podjąć decyzje. Dużo decyzji. I na dodatek wszyscy dookoła wmawiają ci, że od nich zależy twoja przyszłość i całe życie. Nikt nie wspomni, że przecież wszystko można zmienić, przetestować, spróbować  czegoś nowego. Zamiast tego wciskają cię w ten utarty schemat. Zaczyna kiełkować zwątpienie - jak to jest możliwe, że nie wiesz czego chcesz? Wszyscy są już w połowie drogi do swojego szczęśliwego życia, a ty nawet nie stanąłeś na linii startu. Tylko skąd, do cholery masz się dowiedzieć czego tak naprawdę pragniesz? Jak możesz w ciągu kilku miesięcy zadecydować o całej reszcie życia? I dlaczego ciągle wierzysz, że szansa jest tylko jedna? Mówią, że szkoda tracić życie na pomyłki. Ale przecież życie to ciągłe pomyłki. Czy ktoś mądry nie mówił kiedyś, że one nas kształtują?
Zdecydowanie za dużo znaków zapytania. I to właśnie je nazywamy sensem życia, te ciągłe małe i duże rozterki.
P.S.:Już mi lepiej.

12 listopada, 2014

Life is elsewhere

Trochę mnie nie było, ale czas mknie tak szybko, że pewnie nawet nikt nie zauważył. Mam wrażenie, że wczoraj był pierwszy, a nie jedenasty listopada. Co się stało z tymi 10 dniami? Gdzieś zniknęły, tak samo jak ja i moja łatwość podejmowania decyzji. Ciągle mówię od jutra, od następnego tygodnia, od następnego miesiąca. Tylko dlaczego nie od teraz? Życie jest gdzie indziej, muszę go poszukać.
Uhhh, jak poważnie dzisiaj, wybaczcie. Takie melancholijne treści to wyraz mojego jesiennego przesilenia, które, mam wrażenie, trwa całe życie w mojej dziwacznej naturze i ostatnio jest wytłumaczeniem na wszystko. Przynajmniej pasuje do aury na zdjęciach.

torba bershka, sweter vintage, spodnie i płaszcz sh, buty tally weijl